Moja fotografia

Blog fotograficzny

Do zobaczenia na Facebook

O mnie

 

 

Po raz pierwszy z fotografią zetknęłem się, gdy w prezencie dostałem aparat Smena 8M. Zgadnijcie kiedy to było….. Oczywiście podczas pierwszej komunii :). Jako małemu podrostkowi fotografia wydała mi się wtedy dziedziną tajemną i nader skomplikowaną, dlatego aparat szybko mi się znudził. Tym bardziej, że bez fachowej pomocy robienie udanych zdjęć tym kultowym, radzieckim wynalazkiem było wyczynem trudno osiągalnym.

O Smenie przypomniałem sobie dopiero na studiach. Wykopałem ją spod sterty starych gratów i o dziwo okazało się, że jest całkiem sprawna. Zrazu zabrałem się za pstrykanie i odkryłem w tym nawet pewną satysfakcję. Efekty jednak były wciąż dość mizerne. Pamiętam, że dużą frustrację wywoływał we mnie fakt, że np. to co widzę w wizjerze nie pokrywa się z tym co będzie na zdjęciu, itp. itd. Wyobraźcie sobie więc jak dużym skokiem technologicznym był dla mnie zakup analogowej jeszcze lustrzanki. Gdy tylko dorobiłem się jakiś własnych pieniędzy podczas wakacyjnych robót w Niemczech, z drżeniem rąk część z nich przeznaczyłem na używaną lustrzankę zapomnianej już chyba firmy Porst. To było wspaniałe. Mogłem regulować ostrość i widzieć tego efekty w wizjerze. Mogłem ustawiać przesłonę i czas migawki i aparat podpowiadał mi nawet migającą lampką czy dobrze ustawiłem eskpozycję. Dziś wszyscy by uznali, że to muzeum, ale dla mnie to był wtedy szczyt marzeń i w dodatku jak on ułatwiał w porównaniu do Smeny robienie udanych zdjęć.

Wtedy zapaliłem się do fotografii. Niestety niedługo potem aparat się …… zepsuł. Prześwietlał kliszę, a jako biedny student nie miałem już środków na naprawę. Schowałem go więc do szuflady. Później nawet, żeby podreperować domowy budżet sprzedałem dwa obiektywy. Aparatu jako uszkodzonego nie miałem sumienia sprzedawać. I znowu zapomniałem o fotografii. Przypomniałem sobie kilka lat później. Już jako dojrzalszego człowieka stać mnie było na kupienie całkiem nowiuśkiego aparatu tym razem cyfrowego. Kolejny szok technologiczny. Jakie to robienie zdjęć jest teraz łatwe :). Ten aparat to entry-level Canona z całkiem kitowym obiektywem, który w celach naprawczych zdążyłem, rozebrać i złożyć i nawet działał, choć nieco gorzej. Po zrobieniu wielu pstryków wieziałem jak bardzo ten aparat i obiektyw jest podstawowy i jak bardzo przydałby się lepszy, ale w porównaniu do mojej pierwszej Smeny to dla mnie całkiem subiektywnie był on i tak gigantem fotografii.

Później rozwinęłem skrzydła. Czytałem wszystko co się dało na temat fotografii. Chciałem się rozwijać i uczyć. Korzystałem ze szkoleń, na których poznałem takich samych zapaleńców jak ja. Dokupiłem kilka obiektywów, lampę i aparat, który jest spełnieniem moich marzeń. Teraz chwytam za aparat nie tylko dla siebie i są tacy, którzy płacą mi za moje zdjęcia :).

To duża zmiana……., na lepsze.

 

marcin przybylski © 2011 Wszelkie prawa zastrzeżone